Z powodu nadmiaru pracy wstałam o szóstej i nieprzytomnym wzorkiem wyciągnęłam z szafy wygodny sweter i spódnicę, jako że w perspektywie miałam parę ładnych godzin dłubania w tekstach i zmagania się z upartą polszczyzną. No i trzeba było szybko iść po bułki. Ale wieczorem udało się nam pójść na spacer. I jakoś tak trochę bez planu wyszły nam zdjęcia całkiem a propos dnia dziecka. Były więc konewki, nawet dwie (podlewanie symultaniczne), miotła czarownicy, włażenie na murki, podglądanie pająków, zaglądanie w zakamarki i buszowanie wśród starych mebli. Efekty poniżej:

Spódnica Kędziorek
Sweter od babci
Płaszcz Zara (od dwóch lat mój faworyt)
Rajstopy Calzedonia
Buty Scholl
Torebka, która jak już pisałam będzie wracać nieustannie, z Vintage Shopu.

ojej, ten twój plaszczyk jest taki śliczny ^^ a spódnica bardzo poodoba mi się z tymi balerinkami- kojarzy mi się z Alicją, tę z Krainy Czarów ;)
OdpowiedzUsuńU mnie każdy dzień jest Dniem Dziecka- ma się te swój świat i swoje kredki xD