piątek, 29 maja 2009

Wśród ulic jak wśród snów co dzień rowerem jadę...



Ciekawe, kto pierwszy wpadł na to, żeby nazwać rower rowerem i dlaczego... Może to dlatego, że swojska dwukółka była już zajęta, a bicykl mało nowoczesny. Nie to co rower - nowoczesny, produkowany taśmowo w Wielkiej Brytanii. Nie wiem, czy to się jeszcze w jakimś języku przyjęło? Jako mała dziewczynka uważałam, że to bardzo zabawne, że jakaś angielska firma wzięła nazwę od polskiego roweru. ;-) Rower, jako nieodłączny element mojego dnia, dał też po części tytuł blogowi. Otóż słowo "ofanaim" nic innego jak rower, dosłownie dwa kółka. Jak z ofanaim zrobiło się ofnanaim opowiem kiedy indziej. Tymczasem oto efekty wczorajszych trudów, na razie ciągle zaprawiamy się w bojach. W rowerowej miłości nic nowego pod słońcem. Piękne rowerowe zdjęcia można znaleźć tutaj. Z lokalnego patriotyzmu polecam stronę Cracow Cycle Chic, ale mają ją też inne polskie miasta :-), odnośniki są zresztą na stronie.



Marynarka i spódnica V&Bis, spódnica ma wysoki stan i poza tym pięknie się błyszczy w słońcu.
Buty ze sklepu z włoskimi butami na Szpitalnej (kupione 5 lat temu)
Kolczyki z Punktu
Beret z wojaży na Wschód
Torebka, która nie raz się tu jeszcze pojawi, bo się od niej uzależniłam, z Vintage Shopu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz