piątek, 2 października 2009

Słoneczniki

Wiedziałam: nie będę miała czasu, blog, żeby ożyć, musi poczekać pewnie do przyszłego roku, szczególnie, że ostatnio zapodziały mi się gdzieś dwie sesje z lata. Tymczasem na początek jesieni - uniwersytecko ;-) Cześć pracy.



Bluzka: clips
Spódnica przywieziona z TA
Buty Hego's
Słoneczniki: Plac na Stawach

sobota, 8 sierpnia 2009

Rekwizyty

Tym razem zdjęcia, które czekają od początku czerwca, ale w związku z rozjazdami musiały odczekać swoje. Zdjęcia są jeszcze sprzed potopu, czyli zrobione w krótkiej przerwie między jednym deszczem a drugim. Gdy po drodze zupełnie przypadkowo napotkaliśmy telewizor, postanowiliśmy zrobić sesję rekwizytową. Do zdjęć telefonicznych trochę zainspirowała mnie kot-w-kaloszach . Bardzo radosny blog! I znakomite zdjęcia (może i nam kiedyś uda się zbliżyć do tej jakości) Naprawdę warto!



Sukienka: smirnow&morka (duet już niebyły, każda z pań działa na własną rękę), pięknie się kręci! Torebka też kupiona w autorskim butiku, który wygnał z centrum miasta szalony kapitalizm i szalone czynsze (wielka szkoda!), buty Ryłko.

Ps. Post był napisany już w lipcu, ale znów się opóźnił niemożebnie, za duuużo pracy ;-)

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Ciągle pada...

Dziś wieczorem znowu zaczęło padać, więc tym razem trochę deszczowa, jeszcze majowa sesja Pogoda nie sprzyjała, a gdy już mi się udało przekonać domowego fotografa na dłuższą sesję na wdzięcznych, trochę industrialnych tyłach pewnego kina. Miały być mozaiki i grafitti w tle, ale spadł deszcz i musiałam w obcasach skakać z murków. Ale nie ma tego złego - dzięki temu na zdjęciach pojawił się Wielki Czarny Parasol Fotografa :-) Słońce wyszło chwilę później, ale fotograf nie dał się namówić na ciąg dalszy, ale zrobił jeszcze jedno zdjęcie, o to:


A tu próby deszczowe, kolorystka lepsza chyba dla tego stroju. O! Wniosek: deszcz nie jest taki zły.




Spódnica i płaszcz Kędziorek
Sweter z bufiastymi rękawami Solar
Torebka Johaska (kiedyś na Wiślnej, dziś w internecie)
Buty zupełnie zapomniałam, a nic się nie da już przeczytać, bo to nabytek sprzed 5 lat, jedna z pierwszych rzeczy kupionych z powodu zachwytu nad zdjęciem :-)
Kolczyki z butiku smirnow&morka (opis w pierwszym poście)


ps. Fotograf po przeczytaniu posta powiedział, że strasznie na niego narzekam... :-) wręcz przeciwnie, pean do parasola właśnie wystosowałam.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Dzień dziecka albo pochwała stroju roboczego

Z powodu nadmiaru pracy wstałam o szóstej i nieprzytomnym wzorkiem wyciągnęłam z szafy wygodny sweter i spódnicę, jako że w perspektywie miałam parę ładnych godzin dłubania w tekstach i zmagania się z upartą polszczyzną. No i trzeba było szybko iść po bułki. Ale wieczorem udało się nam pójść na spacer. I jakoś tak trochę bez planu wyszły nam zdjęcia całkiem a propos dnia dziecka. Były więc konewki, nawet dwie (podlewanie symultaniczne), miotła czarownicy, włażenie na murki, podglądanie pająków, zaglądanie w zakamarki i buszowanie wśród starych mebli. Efekty poniżej:


Spódnica Kędziorek
Sweter od babci
Płaszcz Zara (od dwóch lat mój faworyt)
Rajstopy Calzedonia
Buty Scholl
Torebka, która jak już pisałam będzie wracać nieustannie, z Vintage Shopu.

piątek, 29 maja 2009

Wśród ulic jak wśród snów co dzień rowerem jadę...



Ciekawe, kto pierwszy wpadł na to, żeby nazwać rower rowerem i dlaczego... Może to dlatego, że swojska dwukółka była już zajęta, a bicykl mało nowoczesny. Nie to co rower - nowoczesny, produkowany taśmowo w Wielkiej Brytanii. Nie wiem, czy to się jeszcze w jakimś języku przyjęło? Jako mała dziewczynka uważałam, że to bardzo zabawne, że jakaś angielska firma wzięła nazwę od polskiego roweru. ;-) Rower, jako nieodłączny element mojego dnia, dał też po części tytuł blogowi. Otóż słowo "ofanaim" nic innego jak rower, dosłownie dwa kółka. Jak z ofanaim zrobiło się ofnanaim opowiem kiedy indziej. Tymczasem oto efekty wczorajszych trudów, na razie ciągle zaprawiamy się w bojach. W rowerowej miłości nic nowego pod słońcem. Piękne rowerowe zdjęcia można znaleźć tutaj. Z lokalnego patriotyzmu polecam stronę Cracow Cycle Chic, ale mają ją też inne polskie miasta :-), odnośniki są zresztą na stronie.



Marynarka i spódnica V&Bis, spódnica ma wysoki stan i poza tym pięknie się błyszczy w słońcu.
Buty ze sklepu z włoskimi butami na Szpitalnej (kupione 5 lat temu)
Kolczyki z Punktu
Beret z wojaży na Wschód
Torebka, która nie raz się tu jeszcze pojawi, bo się od niej uzależniłam, z Vintage Shopu.

wtorek, 26 maja 2009

Traktat o różowym pasku



Na początku był różowy pasek z Vinatge Shopu, kupiony impulsywnie, z zachwytu dla koloru i zapięcia. I tak pasek przeczekał prawie rok w szufladzie na swój czas. Ostatnio dopiero, kiedy próbowałam ożywić vintage'ową sukienkę, dobierając do niej różową torebkę, przypomniałam sobie o pasku. I tak połączywszy kropki z paskami, całość zapięłam na różowy pasek, chwyciłam w dłoń rzeczoną torbę i ruszyłam do pracy. Efekty tej operacji poniżej. Zaraz się okaże, co trzeba poprawić :-)

Spodnie w paski Koton kupione 3 lata temu przy Rynku w Krakowie; bluzka w kropki przywieziona z wojaży, torba kupiona w nieistniejącym już sklepie nieistniejącego duetu smirnow&morka; pasek Vintage Shop; fioletowe kolczyki by Julia (handel obnośny, ale można znaleźć w internecie, wstawię link jak tylko znajdę); klapki Ryłko.

Uchylanie drzwi... albo rzecz o czasie

Zabieram się do otworzenia szafy już jakiś czas. Dłuższy czas. Bardzo długi czas. Ale raz, że tego czasu brak, a dwa, że brak też zdecydowania, i czy to w ogóle ma sens, zważywszy szczególnie obfitość bardzo dobrych szafiarskich blogów. Oczywiście postanowiłam skorzystać z porad Ryfki, a już szczególnie rozczuliło mnie to zdjęcie. Choć z plenerami i zdjęciami będę się jeszcze długo zmagać. Kiedyś pewnie przyjdzie się wytłumaczyć z tytułu bloga, ale tymczasem (nomen omen) czasu brak. Żeby więc nie szafować ;-) słowem, kończę wstęp. I szykuję traktat o różowym pasku. Na pierwszy prawdziwie szafowy wpis.