wtorek, 26 maja 2009

Uchylanie drzwi... albo rzecz o czasie

Zabieram się do otworzenia szafy już jakiś czas. Dłuższy czas. Bardzo długi czas. Ale raz, że tego czasu brak, a dwa, że brak też zdecydowania, i czy to w ogóle ma sens, zważywszy szczególnie obfitość bardzo dobrych szafiarskich blogów. Oczywiście postanowiłam skorzystać z porad Ryfki, a już szczególnie rozczuliło mnie to zdjęcie. Choć z plenerami i zdjęciami będę się jeszcze długo zmagać. Kiedyś pewnie przyjdzie się wytłumaczyć z tytułu bloga, ale tymczasem (nomen omen) czasu brak. Żeby więc nie szafować ;-) słowem, kończę wstęp. I szykuję traktat o różowym pasku. Na pierwszy prawdziwie szafowy wpis.

2 komentarze:

  1. Bardzo mi miło! :) Szkoda, że nie zdecydowałaś się wcześniej i nie zdążyłaś się załapać na naszą rowerową akcję. Ale będą następne :)
    Owocnego szafowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! Oj, ja się decydowałam i decydowałam, hamletyzowanie mam we krwi ;-) A co do rowerów, następnym razem... Kiedyś pewna Pani zaczepiła mnie na ulicy i zapytała, czy może mi zrobić zdjęcie, bo nie mogła uwierzyć, że ktoś może jeździć na rowerze w obcasach, dodam, że akurat byłam na stypendium, miałam pożyczony rower górski, bardzo wysokie obcasy i elegancką sukienkę. No i pędziłam spóźniona pod górkę na zajęcia ;-)

    OdpowiedzUsuń